..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Menu

   » Recenzje

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Saga o rodzie Veretin II


Początek stromej drogi

Milve szybko nadrobiła czas, dzielący wyjazd braci od jej ucieczki. Już przed południem wkroczyła na szlak do Almiral. Początkowo droga była całkiem pusta, ale w miarę zbliżania się do stolicy, stopniowo się zapełniała. Wśród podróżnych, dziewczyna rozpoznawała znanych wojowników, szlachtę, a także skromnie ubranych kapłanów Mirfyr, którzy widzieli w zbliżającej się wojnie okazję do zarobku. Milve była uprzedzona do ich kultu, po części przez to, że ojciec groził jej posłaniem na służbę do świątyni. Co prawda jej obydwie siostry były bardzo zadowolone z pracy dla Kultu, ale Milve nie ufała tym zapewnieniom.
Nagle dziewczyna usłyszała za sobą znajomy niski głos. Szybko obejrzała się i zobaczyła hrabiego Longan, zaprzyjaźnionego z jej ojcem władcę pobliskiego dworu. Uciekinierkę oblał zimny pot. Nie mogła dopuścić, by ktoś ją zauważył. Na szczęście mężczyzna był zajęty rozmową z jakimś rycerzem i kobietą, która mogła być jego żoną. Milve zmusiła konia do galopu i wyminęła kilka wozów, powoli toczących się do Almiral. Mimo, iż zniknęła z pola widzenia hrabiego nie, zwalniała tempa jazdy i co chwila oglądała się za siebie. Pędząc tak, nie zwracała uwagi na drogę przed sobą. Nagle zaczepiła o coś strzemieniem i o mały włos nie wypadła z siodła. Z lekkim strachem zatrzymała się i zsiadła z konia. Zobaczyła wojownika, który przytraczał do siodła, leżące na ziemi, tobołki.
- Przepraszam, panie. Czy nic się nie stało? - uprzejmie spytała.
Ten zaśmiał się, bynajmniej nie złośliwie.
- Mam wrażenie, że nic – odparł, poprawiając derkę na grzbiecie konia. Osobiście cieszę się, że to taka dama, jak pani, wpadła na mnie.
Milve niecierpliwie patrzyła w stronę, gdzie widziała hrabiego. Napotkany mężczyzna zauważył to.
- Kogo pani wypatruje? – spytał, patrząc tam, gdzie Milve.
- Chcę uniknąć spotkania z pewnym hrabią – odparła, rozglądając się nerwowo.
- Wielki hrabia? - mężczyzna zaśmiał się. - Mam pomysł- oznajmił.
Milve przestraszyła się.
- Co chcesz zrobić? - szepnęła.
- Znam inną drogę do Almiral. Wygodna, aczkolwiek nie tak oblegana jak ta - wyjaśnił.
- A skąd pewność, że hrabia tamtędy nie pojedzie?
- Tacy jak on, władcy, lubią wspaniałe powitania i oddawanie honorów, a właśnie to czeka na niego na końcu głównego traktu. Bocznymi drogami nikt się nie przejmuje - wyjaśnił.
Milve zgodziła się na zmianę trasy. Wybrana droga wiodła przez las i nieco wbrew oczekiwaniom sporo osób wykorzystywało leśny trakt.
Podróż mijała w miłej atmosferze. Przy okazji Milve poznała kilku znajomych wojownika, którzy śpieszyli do pobliskiej karczmy.
- Panie - odezwała się dziewczyna. - Rozmawiamy już tyle czasu, a wciąż nie przedstawiłeś się - zauważyła.
- Co tu dużo mówić, jestem Imravel, tymczasowo z Rodh.
- Rodh? To na wschodzie? - spytała z zainteresowaniem.
- Tak, w granicach Ulmarien - potwierdził Imravel.
Mężczyzna chciał zapytać o imię dziewczyny, ale ta nagle podniosła głowę wyżej i czegoś nasłuchiwała. Zdawało jej się, że słyszy tekst pewnej sprośnej piosenki, którą uwielbiał Elben.
- To on! - krzyknęła. - Żegnaj Imravelu z Rodh - powiedziała wyprzedzając go i pędząc konno za odgłosami piosenki.
- Żegnaj, kimkolwiek byłaś - odpowiedział z dobrotliwym uśmiechem Imravel, spoglądając w dal, gdzie zniknęła dziewczyna. Następnie skręcił w stronę karczmy, w której bawili się jego przyjaciele. Milve znów ryzykownie wymijała jeźdźców, wozy i pieszych. Śpiew stawał się coraz bliższy i po chwili dziewczyna zobaczyła swoich braci. Elben podskakiwał na wozie, śpiewając, a Heske chodził z kapeluszem pomiędzy kilkoma rzędami entuzjastycznie nastawionej publiczności. Wojowniczka poznała, że przyśpiewka ma się ku końcowi, więc przemknęła się w okolice „sceny.” Gdy młodzieniec skończył śpiewać, rozległ się aplauz, a widownia niespiesznie zaczęła się rozchodzić.
- Niestety czas na nas! - krzyknął Heske do kilkorga wojów, którzy prosili o jeszcze jeden utwór.
- I nie śpiewamy na żadnych uroczystościach! - dodał Elben, biorąc kapelusz od brata. Hehehe... nieźle nam poszło – oznajmił, wysypując na rękę srebrne monety.
- Coś ci upadło - powiedziała Milve, podnosząc jedną monetę z ziemi.
Elben podskoczył ze zdumienia i przez chwilę nic nie mówił.
- Co tu robisz? - spytał Heske.
- Jadę do Almiral - wyjaśniła Milve.
- O, co to, to nie!
- Od kiedy możecie sobie mną rządzić? Jestem starsza od was obojga - zdenerwowała się dziewczyna.
- Milve, ojciec nas... no wiesz... Pomyśli, że ci pozwoliliśmy tu przyjechać - spokojnie wyjaśnił Heske.
- Albo posądzi nas o spisek! - powiedział z udawaną trwogą Elben, łapiąc się za głowę.
- Zamknij się! - rzuciła Milve. - I co? Każecie mi wrócić? Jest już późno i ojciec nie byłby zadowolony.
- Dobra, dojedziesz z nami do stolicy, a następnego dnia wrócisz - postanowił Heske.
Milve uśmiechnęła się tajemniczo i dosiadła konia.
- Ruszajmy zatem! - powiedziała. – Ale gdzie są wasze zbroje? – spytała, rozglądając się.
Bracia byli ubrani w zwykłe spodnie i koszule, a Elben narzucił jeszcze płaszcz.
- Daliśmy na przechowanie jednemu takiemu, co też jedzie do Almiral - wyjaśnił Heske.
- Wiesz, siostro, ty chyba nigdy nie nosiłaś takiej zbroi. Nawet nie masz pojęcia jak jest wtedy ciężko i gorąco - z przejęciem powiedział Elben.
- Ojciec się zmartwi jak mu powiem - ze śmiechem oznajmiła Milve i kłusem ruszyła do Almira.
- Poczekaj! I nic nie mów! - zapobiegliwie krzyczał za nią Elben.
- Chodź idioto, mamy jej pilnować! - rozkazał Heske, wsiadając na konia.
- Już, już - powiedział Elben, doganiając brata. - Ej, ja nie jestem idiotą - dodał po kilku minutach.

***

Almiral było naprawdę ogromnym miastem. Dzieliło się na piętnaście obszarów. Wszystkie były połączone ze sobą siecią dróg i mostów, gdyż Almiral leżało po obydwu stronach rzeki. Główną dzielnicą miasta była dzielnica Rontos, gdzie znajdowały się pałace dostojników miejskich i wszelkie eleganckie gospody, czy tawerny, zaś władca Almiral - książę Belkentar miał swoją siedzibę i dwór w Cirlkuntar, mieście położonym na wyspie. Właśnie przed jego zamkiem odbywała się uroczysta część poboru do wojska. Belkentar nie był zbyt przychylnie nastawiony do urządzania oficjalnej części, ale urzędnicy zapewniali, że to przyciągnie wielu bogatych i wpływowych rycerzy. Na tę okazję cały plac przed pałacem został przybrany kolorowymi wstęgami, a wartę pełniły najlepsze oddziały.
- Och, jakie to wspaniałe - westchnęła Milve, spoglądając na przybrane miasto.
- Wszystko takie pompatyczne - skomentował Elben. - Nie mam zamiaru patrzeć na to! - dodał.
Heske w tym czasie uważnie liczył pieniądze.
- Nie będziemy tu tak stać! - zniecierpliwiła się dziewczyna.
- No oczywiście - potwierdził młodszy brat, chowając monety. - Ja i Elben idziemy do karczmy.
- A ja? - spytała.
- Znajdź sobie nocleg - poradził Heske.
Milve została sama. Kazała odprowadzić wierzchowca do stajni. Nie wiedziała co robić. Z jednej strony, już rano zdecydowała o swojej przyszłości, ale teraz nie była taka pewna siebie. Nie chciała zawracać, a jednak pozostając w Almiral, mogła stracić resztę kontaktu z rodziną. Z rodziną, której nie miała. Jej matka umarła, tak jak ukochany brat, dwie siostry zostały kapłankami i od tamtego czasu ich nie widziała, zaś ojciec chciał tylko, by wyszła za mąż lub poszła do świątyni. Co prawda Heske i Elben często byli dobrzy i wyrozumiali, ale płynęła w nich krew dumnych Kelteni. Właśnie te cechy, które odziedziczyli po przodkach z tej starej nacji, doprowadzały do kłótni między Milve, a nimi.
Tak pogrążona w rozmyślaniach nawet nie zauważyła, że znacznie oddaliła się od miejsca rozstania z braćmi. Znalazła się w ponurej, wąskiej uliczce. Widziała w oknach zdziwione twarze, które spoglądały na nią tęsknie. Dreszcz przeszedł jej po plecach. Szybko zawróciła. Równy krok zmienił się w bieg. Serce biło jak oszalałe. Przed oczami dziewczyny migały tylko ściany domów, rozmazane kształty drzew i połamane ogrodzenia. Nagle w polu widzenia pojawił się szkarłatny zarys czegoś. Milve pomyślała, że to ze zmęczenia. Potrząsnęła w biegu głową, ale obraz nie znikał. Wręcz przeciwnie stawał się coraz bliższy. Zatrzymała się. Zmęczona podniosła rękę do góry - był to umówiony z Heskem i Elbenem znak, który oznaczał koniec walki, jeśli jedna ze stron miała dość. Postać w szkarłacie zaczęła się zbliżać do Milve. Dziewczyna odruchowo cofała się, aż dotknęła plecami zimnej kamiennej ściany. Położyła rękę na głowicy miecza. Nieznajomy jednak nie miał zamiaru atakować.
- Niech się pani nie obawia - odezwał się wysoki głos spod szkarłatnego welonu.
Nieznajoma postać zsunęła chustę z twarzy. Była to jakaś kobieta w sile wieku. Miała jasne włosy upięte wysoko i przykryte przetykanym złotymi nićmi welonem. Ubrana była w połyskującą długą spódnicę oraz białą koszulę, ozdobioną koronkowymi falbankami. Całość uzupełniały czarna kamizelka i takież trzewiki.
- Jestem jasnowidzem - oznajmiła, odsłaniając przy tym wiszący na szyi asortyment talizmanów. - Czy chcesz usłyszeć swoją przyszłość? – zapytała, wyciągając dłoń ozdobioną pierścieniami; po jednym na każdym palcu.
- Nie jestem pewna - mruknęła dziewczyna.
- Daj rękę - powiedziała wróżka, poczym uniosła swoją dłoń kilka centymetrów nad dłonią Milve.
Pomiędzy rękami wytworzyły się białe nici, które łączyły je. Dawały uczucie chłodu, rozchodzące się wzdłuż ramienia. Jeden z pierścieni wróżki sam się obrócił i nitki przybrały kształt drzwi.
- Ta ręka jeszcze wiele uczyni - szepnęła wróżka. – Ale zniszczy cię żelazo - dodała.
Nagle z głębi uliczki dobiegł odgłos ciężkich kroków i gruby głos:
- Wynoś się stąd! Czarownica! Demon wcielony! - klął strażnik biegnąc i wymachując przed sobą halabardą.
Kobieta zabrała rękę, nakryła ponownie twarz chustą i rzuciła się do ucieczki. Milve oszołomiona zastygła w bezruchu. Żołnierz minął ją bez zatrzymania i popędził za wróżką. Ta dotarłszy do najbliższego skrętu krzyknęła:
- Biała rękawiczka! - i zniknęła za rogiem ulicy.
Milve patrzyła na swoją dłoń, nad którą unosił się magiczny obłoczek przedstawiający klucz. Po kilku sekundach obraz się rozmył. Dziewczyna poszła w stronę, gdzie uciekła napotkana kobieta. Droga ta schodziła gwałtownie w dół. Wojowniczka śmiało na nią weszła. W oddali widziała jakieś zamieszanie. Ulica kończyła się wejściem na plac, na którym kłębiły się tłumy ludzi, głównie rycerzy. Widać było też handlarzy bronią, ubraniami, a także karczmarzy, którzy zachwalali swoje przybytki. Teren , gdzie odbywała się rekrutacja do wojska, był otoczony z trzech stron budynkami koszar i urzędów wojskowych. Dziewczyna podeszła do jednego z podestów, gdzie było mniej ludzi. Rozmyślała nad przepowiedzianą jej przyszłością. Stwierdziła, iż pisana jest jej służba w wojsku. To dodawało jej pewności. W końcu na podest weszły trzy osoby: nieco gruby mężczyzna w skórzanej zbroi i zwojem pergaminu w ręku, wysoka, chuda kobieta o siwych włosach i ciemnych oczach, ubrana w fioletową obcisłą suknię oraz Imravel. Nie zauważył Milve, która stała w sporej liczbie osób, jaka uzbierała się w ciągu kilku minut.
Odezwała się chuda kobieta:
- Nie będę się wam tu przedstawiać. I nie obchodzi mnie to, z jak zamożnych rodzin jesteście - dodała.
W tym momencie trzech mężczyzn w pozłacanych zbrojach odeszło.
- I dobrze - skomentowała mówczyni. - Dobrze wiecie, że oddział dowodzony przeze mnie - tu się uśmiechnęła - i moich przyjaciół - wskazała na Imravela i drugiego mężczyznę, którzy z zakłopotaniem skinął głową - nie jest miejscem dla słabych i nieprzystosowanych.
Szmer rozmów przeszedł przez tłum. Kobieta z niezadowoleniem spojrzała na dwójkę najgłośniej plotkujących. Mruknęła coś pod nosem i przeszkadzający jej ludzie nagle zamilkli. Uśmiechnęła się z satysfakcją.
- Osobiście dokonam selekcji spośród was - powiedziała schodząc z podwyższenia.
Przechadzała się między rzędami wojowników i zadawała niektórym pytania, innym wskazywała drogę na podest i odczarowywała dotkniętych zaklęciem milczenia. Milve spojrzała na rosnącą liczbę osób na podwyższeniu. Nie było wśród nich Imravela. Rozglądała się za nim, ale nagle poczuła czyjąś zimną rękę na ramieniu. Była to ta przerażająca kobieta. Zmierzyła Milve wzrokiem i spytała:
- Łuczniczka?
Wojowniczka skinęła głową .
- Dołącz tam! - rozkazała kobieta, wskazując na podest.
Milve przepchnęła się na schody. Była z siebie dumna. Jednak chwila radości zamieniła się w strach. Miała wrócić do domu, do ojca. Bała się konsekwencji. Już widziała w myślach reakcję Heskego i drwiny Elbena.
- Imię? - spytał ją gruby mężczyzna.
- Milve Veretin - odparła.
Mężczyzna skłonił się nisko, a następnie powiedział:
- Wyrażam żal z powodu śmierci wspaniałego żołnierza, a twojego brata, o dostojna, Heloina.
Dziewczyna trochę zawstydzona podpisała się na pergaminie i stanęła obok innych wybranych. Po kilku minutach wróciła chuda kobieta.
- Dobrze, mamy komplet - powiedziała do grubego. - Za mną! - rozkazała i wszyscy poszli w nieznanym większości kierunku.
Szli w milczeniu ulicami Almiral w stronę Rontos. Tam, na placu wciąż trwała oficjalna część przyjęcia dla baronów. Na mównicy stał bogato odziany urzędnik i ciągle powtarzał, jak to bardzo się cieszy.
- Błazenada - rzuciła kobieta, przechodząc obok grupki rozentuzjazmowanych młodych rycerzy.
- I żenada - dodał kiwając głową grubas.
Kobieta wprowadziła ich przez łukowate drzwi do jednej z sal Twierdzy Tarczy. W komnacie był stół, dwie ławy i dywan. Z sufitu zwisał wielki kandelabr. Na najbardziej oświetlonej ścianie wisiał jeszcze arras przedstawiający mapę Almiral. Kobieta nakreśliła na nim jakiś znak, później jeszcze jeden i jeszcze jeden. Po trzecim zaklęciu obraz mapy rozmył się i w miejscu miasta powstał zielonkawy okrąg.
- Co się tak patrzycie? Chodźcie - mruknęła kobieta.
Nikt się nie ruszył. Nawet gruby żołnierz nieufnie patrzył na portal.
- Dobrze - westchnęła kobieta. - Nic wam się nie stanie - dodała łagodnie. - Patrzcie! – powiedziała, wkładając rękę w głąb przejścia.
Po chwili wyjęła ją.
- Widzicie? Żyję.
Kilkoro wybranych pokiwało głowami. Kobieta zdawała się być niezadowolona z reakcji.
- Molh! Do mnie! - rozkazała grubemu żołnierzowi.
Ten zaczerwienił się i drżąc na całym ciele podszedł do portalu.
- Patrzcie! - krzyknęła. - On przejdzie – oznajmiła, poczym popchnęła go w głąb magicznego przejścia.
Wśród młodych wojowników odezwały się szepty uznania dla siły, którą wykazała się ta, z pozoru wątła, kobieta. Wyczyn Molha ośmielił nowicjuszy. Po kolei każde z nich przechodziło przez zielonkawy portal. Milve była zaskoczona łatwością, z jaką pokonała przejście. Zawsze myślała, iż podróżowanie Magicznymi Drzwiami jest niebezpieczne i trudne. Gdy wyszła, na jej ciele i na szacie pozostał zielonkawy proszek. Dziewczyna strzepnęła go lekko. Po chwili, z czarodziejskiego przejścia, wyłoniła się smukła postać ich przewodniczki. Kobieta, przechodząc obok Milve, na chwilę zatrzymała się i kątem oka spojrzała na nią. Wojowniczka zlękła się jej wzroku i spuściła głowę, jednak surowa wojskowa poszła dalej. Otworzyła całkiem zwyczajne drzwi, wiodące do jej prywatnego gabinetu. Było to zaciemnione i ciepłe pomieszczenie. W oknach wisiały ciężkie ciemnozielone kotary ozdobione złotymi frędzelkami. Na kamiennej podłodze leżała brązowawa skóra. W rogu komnaty trzaskał ogień w kominku. Obok stały wielkie biurko i fotel. Wojskowa usiadła na fotelu i popatrzyła na nowych żołnierzy.
- Czas żebyście się czegoś dowiedzieli - oznajmiła przeglądając jednocześnie papiery na biurku. - Nazywam się Ilon - przedstawiła się.- Od wielu lat jestem dowódcą tajnego, szpiegowskiego oddziału. Piastuję również stanowisko wyższego maga w Kholkondron. Dla niezorientowanych wyjaśniam, że jest to najważniejsza Gildia skupiająca magów. Wasze zadania będą polegać głównie na szpiegowaniu i cichym likwidowaniu osób, które w tej wojnie mogą zaszkodzić Almiral.
- Czyli jak skrytobójcy? - spytał jakiś chłopak o jasnych włosach.
Ilon spojrzała na niego z politowaniem.
- Co ty wiesz o skrytobójcach? Mój oddział posługuję się magią.
- Z tego co słyszałem, to oni...- zaczął znowu chłopak.
- No to źle słyszałeś.
- A jednak... - przekonywał młodzieniec.
- Jak się nazywasz?
- Aeniger Nebrassan.
- Molh, zapisz, że podwładny Nebrassan jest mądrzejszy od przełożonego i to jego powinniśmy pytać o zdanie, bo wie najlepiej.
Milve stała zapatrzona w Ilon, nie dlatego, że jej mowa była ciekawa, ale dlatego, że ta kobieta z charakteru bardzo przypominała jej ojca. Była tak samo władcza i uparta, poza tym uważała się za najwyższy autorytet; zupełnie jak Tiran. W tym momencie przypomniała sobie jedną z niewielu chwil, kiedy czuła się naprawdę blisko z rodziną. Było to jeszcze w czasach, gdy byli wszyscy dziećmi - Heske , Elben, Heloin, Riana, Similia i ona. Zostali napadnięci w lesie przez przestępców. Gdy Tiran i jego druga żona odnaleźli ich, nikt nie czuł się odtrącony i niekochany. Połączyły ich strach i troska.
W tym momencie otworzyły się drzwi do gabinetu i wkroczył Imravel.
- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie wchodził bez uprzedzenia? - spytała ze złością Ilon.
Molh zaniepokoił się i odsunął w zacienione miejsce komnaty, aby skryć się przed złością kobiety.
- Spokojnie, przyszedłem tylko omówić rozkazy - wyjaśnił siadając na parapecie.
- Weźmiesz tych młodych, zapoznasz ich z sytuacją na froncie, a także z wszelkimi postanowieniami rady wojskowej - rozkazała Ilon sennym głosem.
Wszyscy wyszli za Imravelem, oprócz Molha, który z przerażenia nie był w stanie ruszyć się z miejsca. Nie uszło to uwadze Ilon.
- Co tu tak sterczysz? Nie musisz mnie pilnować!
Molh cały czerwony wybiegł z gabinetu trzaskając drzwiami.
Na parterze, przy stołach, młodzi żołnierze rozsiedli się. Imravel zajął miejsce na szerokiej ławie. Popatrzył na adeptów. Nie był to wzrok złowrogi, drwiący, ale pełen zadowolenia. Widać było, że wielu zebranym pozwolił on odetchnąć po ciężkiej przeprawie z Ilon.
- Nie denerwujcie się. Nie jest tak strasznie, jak myślicie - pocieszył ich Imravel.
W tym momencie, głośno oddychając, do komnaty wpadł Molh i opadł ciężko na ławę obok dowódcy.
- Jak się cieszę, że kazała mi odejść...- westchnął, wyciągając spod stołu dzban i nalewając sobie z niego do glinianej czarki.
- Czy ktoś sobie życzy? - spytał wesołym głosem.
Kilkoro wojowników ochoczo przystało na propozycję.
- Chcesz trochę? - spytał Milve Aeniger, podając jej kubek.
- A co to jest? - zdziwiła się wąchając napój.
- Piwo - ze śmiechem wyjaśnił chłopak.
Milve odsunęła od siebie czarkę.
- Nie piję - rzuciła, wstając od stołu.
- Panienka już odchodzi? - krzyknął rozochocony Molh.
Dziewczyna odwróciła się do grubego żołnierza, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, usłyszała głos Imravela:
- Ty jesteś Milve?! To z tobą się spotkałem na drodze?
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Na to wygląda. Nie wiedziałam, że jesteś tu taki ważny - zauważyła.
Imravel wstał od stołu i podszedł do dziewczyny.
- Chciałabym znaleźć jakiś nocleg, dlatego wychodzę. Czy mógłbyś mi streścić cele i misje tego oddziału? - szybko zapytała Milve.
- Spokojnie, wszystkiego dowiecie się jutro. Tymczasem chodź ze mną. Znam gospody Almiral lepiej niż niejeden strażnik - zaśmiał się Imravel. - Molh zabaw towarzystwo!
Powiedziawszy to, poprowadził Milve do wyjścia. Dziewczyna na chwilę odwróciła się i zobaczyła Aenigera spoglądającego na nią znad swojej czary. Serce wojowniczki zabiło szybciej. Przez chwilę patrzyli na siebie, ale Milve ponaglona przez Imravela opuściła Twierdzę.
Szli razem uliczkami Almiral, tonącymi w blasku zachodzącego słońca. Imravel prowadził ją do jakiejś gospody, gdzie mogliby zjeść i odpocząć. W międzyczasie wojownik dużo opowiadał o mieście, a Milve przytakiwała wszystkiemu. Nie słuchała go. Słyszała tylko jego mocny głos, widziała zielone oczy pełne słonecznego blasku, spokojną twarz, czuła jego obecność całym ciałem. Te myśli nie pozwalały jej się skupić na niczym. Jej zamyślenie przerwało pytanie towarzysza:
- Veretin? Takie jest twoje nazwisko?
- Tak - z zaskoczeniem odparła Milve.
- Nie chcę być natarczywy, ale nie słyszałem dotąd, by taka dama wybierała się do wojska - zauważył.
- Widać, że nie do wszystkich trafiła wiadomość o śmierci mego brata- powiedziała Milve, zatrzymując się.
- Słyszałem o tym, ale nigdy kobieta ze szlachetnego rodu nie przybywała, by pomścić swoich krewnych.
- Widocznie dla tych dam rodzina była tylko zwykłym terminem.
- Milve! Chodź tutaj, jeśli ci życie miłe - zawołał ktoś.
Dziewczyna rozejrzała się i zobaczyła Elbena, stojącego w progu gospody, z kuflem w dłoni.
Imravel z zakłopotaniem odsunął się od dziewczyny i pożegnał się. Milve przez chwilę patrzyła na oddalającą się postać wojownika, a następnie poszła za bratem do wnętrza budynku. Elben wdrapał się na piętro po skrzypiących schodach i poprowadził siostrę korytarzem do jednego z pokojów. Było to skromnie urządzone pomieszczenie; szafa, stół, łóżko, dwa krzesła i niewielki świecznik wiszący na ścianie. Przy szerokim oknie stał, oparty o parapet, Heske. Spoglądał gdzieś w dal.
Milve złapała Elbena za ramię.
- Ja nic z nim...
- Doprawdy, nie musisz tłumaczyć się ze swoich znajomości - przerwał brat z lekkim uśmiechem.
- Więc o co chodzi? - zapytała dziewczyna cofając się na korytarz.
- Po pierwsze wejdź, bo nie będziemy rozmawiać w dwóch różnych pomieszczeniach. Po drugie nie denerwuj się tak - prychnął Elben, zamykając drzwi za siostrą.
Heske odwrócił się do rodzeństwa.
- Co postanowiłaś? - zapytał Milve zgaszonym głosem.
Dziewczyna podeszła bliżej, ale nic nie odpowiedziała.
- Czy zdecydowałaś? - dopytywał się, choć z jego głosu dało się poznać, iż wie, jaka jest odpowiedź.
- Śmierć Heloina jest zbyt bolesna, bym mogła ją darować - oświadczyła spoglądając ze smutkiem w szare oczy Heskego.
- Pomyśl dziewczyno! Co ty robisz?! - krzyknął Elben. - Nie zdajesz sobie sprawy z tego wyboru!
Milve popatrzyła ze złością na brata.
- Ja wiem. Wiem, co robię.
- Nie! I co jeszcze? Przy najbliższej okazji ojciec nas pozabija, ciebie odda do świątyni i skończy się wspaniała saga Veretinów! - rozpaczał Elben, jednak ironicznie wypowiedział ostatnią część zdania.
- Nie. Ona ma rację - powiedział Heske, znacząco patrząc na brata.
Milve spojrzała na obydwu. Reakcja Elbena była zrozumiała i przewidywalna, ale słowa Heskego zadziwiły ją.
- Uszanujmy jej wybór - kontynuował. - Nie będę cię przekonywał i nakłaniał, bo... - Załamał mu się głos. - Bo wierzę, że... - Urwał.
Zdjął z palca pierścień z wyrzeźbionymi trzema gwiazdami i włożył go w dłoń siostry. Milve wzruszona zarzuciła bratu ręce na szyję i przytuliła się do niego.
- W co wierzysz? - zapytała, zaciskając palce na pierścieniu.
- W to, że mimo wszystko przetrwamy ten trudny okres i że jeszcze dane nam będzie spokojnie zasiąść przy jednym stole - odparł Heske, uśmiechając się.
Elben zaskoczony przyglądał się zdarzeniu. Było mu trochę głupio z powodu niezrozumienia, jakim się wykazał. Chciał jakoś naprawić swój błąd.
- Wiecie, przemyślałem to i teraz zgadzam się z wami - wymamrotał niepewnie.
- Naprawdę? - zapytała Milve, nie ukrywając radości.
- Tak. Chociaż nigdy nie pojmę tragedii śmierci Heloina, to postaram się patrzeć na nią z twojego punktu widzenia. Myślę, że wtedy będzie mi łatwiej pogodzić się z decyzją, którą podjęłaś - wyjaśnił Elben.
- Jesteś kochany - wykrztusiła Milve i uścisnęła brata. - Ale wojna zaczyna się jutro, a dzisiaj, dzisiaj możemy się jeszcze bawić, bo jest to ostatni dzień naszego dzieciństwa, a zarazem początek stromej drogi, na którą zostaliśmy zepchnięci.

Tekst był publikowany wcześniej na www.gmf.pl pod nickiem Allen

Autor: Narena
Korekta: Saraj
komentarz[38] |

Komentarze do "Saga o rodzie Veretin II"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal


   Sonda
   Czy ewolucja idzie w dobrym kierunku?
Jasne, tylko tak dalej.
Nie mam zdania.
Nie wszystko mi się podoba, ale
Nie widzę potrzeby.
To krok wstecz.
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Bogowie greccy
   Fantasy jako ...
   Apokalipsa 20...
   Przeznaczenie
   Wilkołaki
   Bogowie grecc...
   Legenda o kró...
   Chupacabra
   Egipscy Bogow...
   Inspiracje ku...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.082654 sek. pg: