..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Menu

   » Recenzje

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Saga o rodzie Veretin I: "Koniec dzieciństwa"



Strażnik wprowadził mężczyznę do niedużej komnaty, a następnie ogłosił:
- Kapitan Helan z Almiral! – powiedziawszy to, wyszedł marszowym krokiem.
Wojskowy zdjął srebrny hełm, przyozdobiony dwoma piórami i położył go na stole. Nerwowo rozglądał się. Czekanie zdawało się być nieskończenie długie. Co chwilę powtarzał sobie to, co miał do przekazania. Gdy usłyszał kroki w korytarzu, szybko poprawił płaszcz i przetarł czoło. Po chwili w drzwiach ukazał się Tiran. Właśnie do niego kapitan miał sprawę, bardzo przykrą. Wypadło na niego, aby w imieniu głównego dowódcy złożyć kondolencje i wyrazić współczucie z powodu śmierci na polu bitwy syna Tirana.
- Witaj Helanie. Cieszę się z twoich odwiedzin, jednak szkoda, że w tak przykrych dla mnie okolicznościach - powitał gościa gospodarz.
- Właśnie jestem tu po to, aby powiedzieć, jak bardzo będzie brakowało naszej armii twojego syna. Heloin naprawdę był świetnym wojownikiem, tak jak ty, panie - wyrecytował na jednym oddechu kapitan.
- Strata wielka, ale przynajmniej godnie zginął. Słyszałem, że szykuje się kolejna bitwa. I tym razem wspomogę szeregi wojska. Moi pozostali dwaj synowie również są dobrzy w walce – śmiało oznajmił Tiran. Po chwili jednak jego pewność zgasła. mężczyzna pochylił się i ukrył twarz w dłoniach.
-Panie, jego dokonania pozostaną w naszej pamięci, tragiczną śmiercią zapewnił sobie wieczne życie w naszej pamięci - pocieszał kapitan.
- Ech... nie recytuj z pamięci, bo to wcale nie brzmi dobrze. Sztuka retoryki jest ci obca, nieprawdaż? - skarcił dowódcę Tiran. - Poza tym, jakie dokonania? Z Heloinem, czy bez niego, nie zrobiliście nic! Nic od pół roku! Co to ma znaczyć? Za co giną ludzie? - Helan westchnął ciężko.
- Dowódcy armii kazali nic nie mówić - powiedział z powagą.
- Bo sami nie wiedzą! - skomentował zakaz Tiran.
- Sam nic nie wiem! Podobno chodzi o czary... - wyjawił Helan.
- Czary? Czary!? Wymysły, ot co! - zdenerwował się gospodarz.
Prawie w tym samym momencie do pokoju wkroczył strażnik i wyprowadził Helana. Tiran jeszcze przez chwilę siedział nieruchomo, wbijając wzrok w podłogę. Następnie wstał, wygładził szatę i krzyknął donośnym głosem:
- Elben, Heske! Przyjdźcie tu!
Zaraz potem dało się słyszeć w pobliżu głośne, dudniące kroki synów Tirana. Weszli do komnaty w pełnym rynsztunku. Obaj byli zmęczeni, co widać było po ich czerwonych twarzach.
- Słucham ojcze - wysapał Heske, ciężko opadając na miękki fotel.
- Ja też słucham - dodał Elben, oparłszy się o komodę.
Tiran popatrzył na nich krytycznym wzrokiem. W tym momencie za nic nie mógł wyobrazić ich sobie, jako dzielnych żołnierzy i dumę armii. Przez chwilę rozważał jak i czy im powiedzieć o swoim pomyśle. Po chwili zastanowienia oznajmił:
- Macie w pamięci śmierć waszego brata. Nie będę owijał w bawełnę, chcę abyście zaciągnęli się do armii i wzięli udział w kolejnej bitwie.
Elben zakrztusił się ze zdziwienia, a Heske rozedrganym głosem spytał:
- Teraz? Nie wiesz nawet... - nie dokończył; głos mu uwiązł w gardle.
- Czemu udajecie zdziwionych? Przecież miecze dostaliście po to, by nimi walczyć, a nie dla ozdoby - z ironią odparł Tiran, uśmiechając się jednocześnie.
Synowie przez chwilę nic nie mówili. Jedynie patrzyli na siebie poniekąd ze zdziwieniem i rozczarowaniem.
-Ojcze - podjął znów Heske. - Czy nie pamiętasz, jak skończył twój syn, a nasz brat? Czy nie powinniśmy uczyć się na błędach i nie wtrącać się do konfliktów, które nas nie dotyczą?
Tiran spojrzał na niego gniewnie i wykrzyknął do obojga:
- Odkąd w konflikcie zginął wasz brat, walka was dotyczy! I właśnie nadszedł najwyższy czas, abyście go pomścili!
Bracia ze strachem spoglądali na siebie i na ojca. Tiran usatysfakcjonowany reakcją synów wygodniej usadowił się w fotelu, uśmiechając się z politowaniem. Nagle zza pleców braci dał się słyszeć kobiecy głos:
- Heske, Elben...o co się kłócicie?
Trójka mężczyzn obejrzała się do tyłu. Oparta o framugę drzwi, stała tam najstarsza córka Tirana - Milve. Miała na sobie białą suknię z dużym rozcięciem od dołu i kolczugę, a w dłoni trzymała krótki miecz. Rudawe włosy upięła do góry. Wyglądała dość niechlujnie, jak na córkę wielkiego barona, ale świetnie pasowała do braci, którzy swoim wyglądem też nie reprezentowali żadnego dostojeństwa.
- Ile razy ci powtarzałem, że zakazuję ci chodzić po zamku w takim stroju, jak ten? - ze złością spytał Tiran.
- Ona z nami tylko trenowała na dziedzińcu - wyjaśnił Heske.
Jednak Tirana takie wyjaśnienie nie ułagodziło. Wręcz przeciwnie, rozgniewał się jeszcze bardziej.
- Walkę!? Milve, mam liberalne poglądy. Posłałem cię do szkoły, nauczyłaś się pisać, czytać, grać. Pozwalałem, pomimo ogólnego zdziwienia i zgorszenia, uprawiać jeździectwo i łucznictwo w koszarach, ale uprzedziłem, nie będziesz do końca życia biegać z mieczem i w zbroi!
Milve nic nie powiedziała. Wzruszywszy ramionami, rzuciła miecz na podłogę i odeszła. Gdy wróciła na dziedziniec, usłyszała rozmowę braci i ojca dobiegającą z okna na piętrze. Zapamiętała z niej jedną informację. Jutro miał być nabór i mieli się oni na niego stawić...
Po kilku minutach spotkała zmartwionych braci stojących przed dworem. Podeszła do nich, ale nie wiedziała co powiedzieć. W końcu wykrztusiła:
- Wiecie, Almival rekrutuje też kobiety. Myślę, że się nadaję...
Zmartwiona twarz Heskego w jednym momencie rozciągnęła się w uśmiechu i po chwili chłopak zaśmiewał się do rozpuku.
- Co...? - spytała rozdrażniona Milve.
Odpowiedział jej gromki śmiech braci. Dziewczyna, nieco rozczarowana, ruszyła w stronę podwoi zamku, podnosząc przy okazji miecz Elbena z ziemi. Gdy wchodziła do zamku, Heske zażartował z niej, rzucając złośliwy komentarz. Milve postanowiła nie puścić mu tego płazem. Wróciła do śmiejących się braci i podczas, gdy Elben opowiadał coś z przejęciem, przyłożyła Heskemu ostrze do gardła i z udawaną powagą rozkazała:
- Broń się!
Brat spojrzał ironicznie na dziewczynę, a w następnej sekundzie wyciągnął miecz i z impetem odtrącił od siebie oręż siostry. Po chwili, już gotowy do walki, czekał na atak Milve. Dziewczyna zebrała siły i zbliżywszy się o parę kroków, zadała cios z prawej strony. Heske zasłonił ramię mieczem, ale siła uderzenia spowodowała nieznośny ból w nadgarstku. Młodzieniec popatrzył z uznaniem na siostrę i zaśmiał się. Zadał cios z góry. Milve, prawie że osunęła się na ziemię pod jego wpływem. Zdekoncentrowana zaatakowała ponownie, ale całkowicie chybiła. Elben dopingował brata, zaś dziewczyna czuła się ośmieszona. Nie wiadomo skąd nadciągnęła fala złości wobec rodzeństwa. Wyjęła zza paska krótki nóż i cisnęła nim w stronę Heskego. Ostrze nie trafiło do celu, aczkolwiek drasnęło ramię młodzieńca. Ten zerknął na skaleczenie i strużkę krwi wypływającą z niego.
- Wystarczy - oznajmił opierając ostrze miecza na ziemi.
Milve nie posłuchała. Uderzyła, tym razem mieczem, w okolicach tułowia. Przeciwnik uchylił się od ciosu.
- Milve, dość! – podniósł głos Heske.
- Właśnie, już dowiodłaś swojej siły - wtrącił Elben.
Dziewczyna popatrzyła na nich z gniewem i mruknęła:
- Wspaniałych wojowniczek było więcej niż zadufanych w sobie rycerzyków, takich jak wy... - powiedziawszy to, chciała jeszcze raz natrzeć na brata.
Heske miał stanowczo dość walki. Zdenerwowany po raz kolejny uniknął ciosu i, nim Milve się spostrzegła, powalił ją na ziemię, a także odebrał miecz. Dziewczyna oszołomiona spoglądała na braci. Elben podszedł i pomógł się jej podnieść, poczym razem z Heskem poszli do zbrojowni, zostawiając Milve na dziedzińcu. Pokonana długo rozważała swoje szanse na dostanie się do armii. Wieczorem podjęła decyzję. Najciszej jak mogła, przemknęła się do stajni i przytroczyła do ulubionego wierzchowca długi miecz i dwa tobołki wypełnione ubraniami i prowiantem, które w pośpiechu spakowała. Zwierzę cierpliwie przeczekało obładowanie bagażami.
- Niestety musisz całą noc przetrwać z tymi tobołkami. To jest jedyny moment, kiedy mogę to zrobić... - powiedziała czule do konia.
Następnie oddaliła się w stronę drzwi. Gdy wyszła na dziedziniec, zobaczyła Elbena wchodzącego do zamku. Ten spojrzał na nią z wyrzutem i zniknął za potężnymi wrotami. Milve przypomniała sobie wtedy o jednej, fundamentalnej sprawie, a mianowicie musiała przekonać braci o tym, aby ją zabrali ze sobą i nie powiedzieli nic ojcu. Jedynym rozsądnym wyjściem było dołączenie się do nich w trakcie drogi i postawienie przed faktem dokonanym. Liczyła na ich wyrozumiałość, chociaż po niedawnej walce miała nikłe szanse na pomoc z ich strony.
Trochę zmartwiona wróciła do wschodniego skrzydła, gdzie mieszkała niegdyś wraz z dwiema siostrami. Obecnie było tam kilka pustych sypialni i jej komnata. Wychodziła ona na duży taras z widokiem na las. Milve zrzuciła pościel z łóżka i wzięła, leżący na materacu, klucz. Otworzyła nim wysoką podłużną szafę. Była ona praktycznie pusta. Na najwyższej półce leżało coś zawiniętego w materiał. Dziewczyna wzięła to i usiadła na podłodze. Ledwo odwinęła materiał, poczuła moc przedmiotu, która przenikała ją na wskroś. Milve z trwogą spojrzała na artefakt. Był to naszyjnik ze zwykłego metalu, uformowany na kształt dzwonu. W tej okolicy ciężko było zdobyć jakikolwiek magiczny przedmiot. Miejscowi władcy nieufnie podchodzili do magii, nawet lord miasta Almiral dopiero niedawno zgodził się na zaangażowanie magów i czarów w konflikty militarne. Do tej pory wszelkie przejawy magii były skrzętnie ukrywane, a nawet tępione. Mimo zmian w stolicy, na dworze Tirana wciąż nie chciano słyszeć o jakichkolwiek nadprzyrodzonych umiejętnościach, które jakoby miałyby mieć pozytywne skutki dla przebiegu wojny. Dlatego też Milve musiała ukrywać ów artefakt. Zdobyła go bowiem w nie całkiem legalny sposób. Po prostu ukradła go matce Heskego i Elbena. Wzięła go właśnie dlatego, że był zaczarowany. Pozwalał na jakiś czas być niewidzialnym. Milve, w tamtych latach, miała nienajlepsze układy z rodziną i czasem chciała zniknąć lub schować się przed światem, a amulet dawał jej tę możliwość.
Wojowniczka nałożyła naszyjnik. Pulsująca fala mocy powoli opanowała jej ciało i umysł. Znała to uczucie; musiała przez kilka minut przyzwyczaić się do energii. Nieco oszołomiona spojrzała na zanurzony w blasku zachodzącego słońca ogród. Dziwne uczucie jej nie opuszczało. Zachwiała się i osunęła się na podłogę. Dawno nie nosiła magicznego amuletu i tą przerwą tłumaczyła sobie reakcję organizmu. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z energią artefaktu, i że zdjęcie go nie rozwiąże problemu. Chwiejnie wstała i nierównym krokiem ruszyła w stronę łóżka. Położyła się i mimo nienajlepszego samopoczucia, po kilku minutach zasnęła.
Była to niespokojna noc. Pełna obaw dziewczyna budziła się bardzo często. Na dodatek prześladowały ją sny, w których ojciec zabraniał jej opuścić dom i nakazywał dołączyć do kapłanek w świątyni tej samej, w której służyły jej dwie siostry. Jej koszmary skończyły się nad ranem, gdy obudziły ją hałasy dobiegające z parteru.
Milve narzuciła długą koszulę na ubranie i ostrożnie zeszła po schodach. Znalazła się w Sali Morghen, która pełniła funkcję pokoju dziennego. Krzątała się po niej służba poganiana rozkazami lokajów i Tirana. Pan domu zawzięcie szukał czegoś w kufrze i wyrzucał z niego niezliczoną ilość szpargałów. Dziewczyna ukryła się za kamiennym filarem, aby obserwować. Po chwili do komnaty wpadł Elben.
- Gdzie mój pas? Przysięgam, że jeszcze wczoraj tu leżał! - krzyknął zirytowany i zaczął przerzucać sterty ubrań, papierów i innych rzeczy walających się po podłodze.
- Spokojnie synu, szukam dla ciebie mojego kaftana, zawsze przynosił mi szczęście - oznajmił z przejęciem Tiran.
Elben spojrzał na niego ze zdziwieniem, a następnie powstrzymując gniew odparł:
- Na co mi jakaś stara kapota?
- Nie doceniasz jej wartości. Jest pierwszorzędnie wykonana - entuzjastycznie zachwalał Tiran.
Mężczyzna po chwili wydobył z kufra tobołek. Z satysfakcją usiadł na podłodze i rozwinął go.
- Ho, ho, ho jak ja dawno cię nie widziałem! - zaśmiał się i pokazał kaftan Elbenowi.
Syn zdawał się nie podzielać radości ojca. Brudna, zakurzona szmata z wieloma rozdarciami, którą Tiran cenił bardziej niż kolczugę, nie cieszyła go.
- W jaki sposób to ma mi pomóc? – ironicznie spytał Elben wskazując na kaftan.
- Niejedną walkę już przetrwał. Poza tym to rodowa pamiątka. Służył jeszcze twemu dziadkowi, a memu ojcu - dostojnemu Erebellusowi! – z dumą ogłosił mężczyzna.
Przez Elbena przeszła fala niepokoju.
- Mam nosić zamiast zbroi stuletnie zabytki? – zapytał niedowierzając.
Tiran pochłonięty oglądaniem kaftana nie zwrócił uwagi na słowa Elbena. Po chwili znów się zaśmiał:
- Ciekawe jak to mój syn będzie się w nim prezentował?
- Że niby który syn? – wtrącił chłopak.
- Ty – z uśmiechem odpowiedział Tiran. – No już, przymierz! – rozkazał.
Elben wziął od ojca kaftan i z niechęcią nałożył go na siebie. Musiał się jeszcze zmierzyć ze skomplikowanym zapięciem.
- Ojcze... – zaczął niepewnie.
Tiran nie odpowiedział. Śmiał się pod nosem czytając jakąś księgę.
- Tato, nie umiem tego zapiąć! - oznajmił.
- Tak, tak Elbenie, niedługo poczujesz siłę tego odzienia - mruknął w odpowiedzi ojciec.
Właśnie przez komnatę przechodziła w pośpiechu starsza służąca. Widząc problem chłopaka, zatrzymała się.
- Pomogę paniczowi - zaoferowała.
- Tak, świetnie! Nie, że nie umiem tego zapiąć, ale ja... bo... wstałem... i się... - tłumaczył niewprawnie Elben.
Kobieta szybko poradziła sobie ze sznurkami i sprzączkami i po chwili młodzieniec był ubrany. Popatrzył krytycznie na kaftan, a następnie na lustro.
- Przecież wyglądam jak w worku! – zirytował się. – No nie? - spytał służącej, ale ta, zakrywszy usta dłonią, szybko wyszła.
- Wyglądasz jak prawdziwy wojownik! – dumnie oznajmił Tiran, który oderwał się od oglądania zawartości skrzyni.
Poklepał Elbena po ramieniu.
- Zaiste będziesz godnie reprezentował rodzinę... - powiedział.
W tej chwili wszedł Heske. Elben usiłował schować się za plecami ojca, aby brat nie zobaczył go w tym kaftanie. Tiran zaś popchnął syna do przodu.
- Czy nie wygląda dobrze w tym stroju? – zapytał Heskego.
Ten zaś roześmiał się, nie zwracając uwagi na groźne spojrzenie Elbena i obraźliwe gesty, jakie pokazywał.
- Doprawdy... majestatycznie - powiedział Heske przez zaciśnięte zęby.
Po chwili skończył się naśmiewać i z powagą spytał:
- Czy była tu Milve?
- Nie, pewnie śpi. Przed chwilą kazałem służbie mieć ją na oku – wyjawił Tiran.
Milve skuliła się w kryjówce i spojrzała w górę schodów na piętro. Zauważyła, że ktoś się tam przechadzał. Podziękowała w myśli Nadlei - patronce Almiral - za to, że udało jej się w porę opuścić piętro.
- Heske, widziałeś mój pas? - spytał Elben rozglądając się.
- Zostawiłeś go wczoraj w zbrojowni. Właśnie tu przyszedłem, aby ci go oddać - odparł i podał pas bratu.
Do komnaty wkroczył jeden z dozorców i ogłosił:
- Wasze wierzchowce są już gotowe!
- Czas przywdziać zbroje, moi drodzy – powiedział entuzjastycznie ojciec.
Bracia jednocześnie przełknęli ślinę.
- To już? – z niepokojem spytał Elben.
- Przestańcie się mazać! Już do zbrojowni! Służący pomogą wam się ubrać - rozkazał Tiran.
- Czy nie powinniśmy pożegnać się z naszą siostrą? – zapytał Heske.
- Nie! W żadnym razie! Jeszcze gotowa zrobić coś głupiego... - zabronił ojciec.
Milve czuła gniew i żal do ojca. Jego podejrzenia były słuszne, aczkolwiek przykro jej było słuchać takich rzeczy. Po chwili wszyscy opuścili Salę Morghen i dziewczyna mogła opuścić kryjówkę. Wyjrzała przez okno. Na dziedzińcu panowało spore zamieszanie. Wydawało jej się, że widzi Elbena potajemnie zdejmującego ojcowski kaftan.
Przy wrotach stały straże i służba, która żegnała dwóch paniczów, wyruszających do Almiral. Milve zastanawiała się nad możliwościami wymknięcia się z domu. Wyjście w przebraniu odpadało, ponieważ Tiran znał każdego służącego i niewolnika, którego zatrudniał.
Zrezygnowana opadła na krzesło i oparła się rękami o blat. Wpatrywała się w komin na dachu. Nagle olśniło ją.
- Dach! – wykrzyknęła, poczym zakryła usta ręką i pobiegła na górę.
Przypomniała sobie, że z obserwatorium było połączone ze zbrojownią i można było się do niej dostać, idąc dachem. Milve miała gotowy plan działania. Wystarczyło wyjść przez klapę w sklepieniu obserwatorium, przebiec na dach zbrojowni i wejść do niej oknem.
Dziewczyna szybko pokonała odległość dzielącą ją od wieży. Otworzyła klapę i wydostała się przez nią na zewnątrz. Zimne powietrze ogarnęło ją, a wiatr rozwiał włosy. Luźna koszula utrudniała jej ruchy. Niepewnym krokiem zbliżała się do zbrojowni. Jedną ręką starała się utrzymać równowagę, a drugą przytrzymywała włosy, aby nie zasłaniały jej widoczności. Zbliżywszy się do skraju dachu, kucnęła i ostrożnie przeszła na parapet przy oknie. Po chwili wślizgnęła się do budynku i odetchnęła z ulgą.
Zeszła na parter zbrojowni i otworzyła skrzynię, w której trzymała swój rynsztunek. Wybrała z niej posrebrzane karwasze z herbem jej rodu, kirys, ozdobiony wygrawerowaną modlitwą błagalną do Hoxona - patrona walczących, wysokie buty oraz skórzane rękawice. Następnie zdjęła ze ściany swój miecz i pawęż. Uzbrojona po cichu opuściła budynek i pobiegła do specjalnego sektora stajni, gdzie zostawiła konia. Było to bezpieczne miejsce, ponieważ trzymano tu chore i stare zwierzęta, które nie były na co dzień potrzebne ani do prac, ani do przewożenia ludzi. Tylnym wyjściem wyprowadziła swojego wierzchowca i korzystając z nieobecności straży przy zachodniej bramie, opuściła mury zamku. Jakiś czas szła pieszo, ale wkrótce dosiadła konia i ruszyła w stronę traktu do Almiral. Musiała w miarę szybko dogonić braci, a jednocześnie spotkać się z nimi w dość dużej odległości od domu.


Narena.
komentarz[13] |

Komentarze do "Saga o rodzie Veretin I: "Koniec dzieciństwa""



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal


   Sonda
   Czy ewolucja idzie w dobrym kierunku?
Jasne, tylko tak dalej.
Nie mam zdania.
Nie wszystko mi się podoba, ale
Nie widzę potrzeby.
To krok wstecz.
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   Bogowie greccy
   Fantasy jako ...
   Apokalipsa 20...
   Przeznaczenie
   Wilkołaki
   Bogowie grecc...
   Legenda o kró...
   Chupacabra
   Egipscy Bogow...
   Inspiracje ku...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.019417 sek. pg: