Szukaj |
>NASZE STRONY |
MAIN |
|
|
GRY FABULARNE |
|
|
GRY cRPG |
|
|
FANTASTYKA |
|
|
PROJEKTY |
|
|
|
|
Statystyki |
userzy w serwisie: gości w serwisie: 0 |
|
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|
MIŁOŚĆ
Miłość może przybrać dziwaczne maski. To opowiadanko ukazuje jedno z wielu obliczy tego uczucia. Jest to część pierwsza (żeby potem nie było niedomówień)
Wchodząc do domu, już od progu słyszała jego krzyki. Nieludzkie wrzaski bez słów, objaw frustracji i irracjonalnego gniewu. Wiedziała, teraz wiedziała, że nie powinna była zostawić go na tak długo samego. Powoli zaczęła iść w stronę jego gabinetu. Z każdym krokiem dźwięki tłuczonych ceramicznych i szklanych przedmiotów oraz trzaski łamanych mebli, stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. Dotarła do drzwi pokoju, w którym musiał teraz szaleć huragan. Powoli, ostrożnie położyła dłoń na klamce. W tym momencie, z drugiej strony, coś ciężkiego uderzyło w drzwi. Cofnęła się o krok. Czuła, że serce szybciej jej bije. Bała się. Wiedziała, do czego może być zdolny, kiedy dostaje takich ataków? Nie! Nie wiedziała! Mogła się jedynie domyślać. W tych chwilach był wręcz nieobliczalny... Jak schizofrenik... Mógł się ucieszyć na jej widok, a mógł ją też z miejsca zabić. Ale jeśli tam nie wejdzie, on może zrobić sobie krzywdę, albo... przeszedł ją dreszcz...wyjść z stamtąd. I wtedy wszyscy poznają prawdę... Wystarczy już, że jej przyjaciele zaczynają się czegoś domyślać, zadawać niewygodne pytania... Nie! Nikt nie może wiedzieć! To byłby dla niego wyrok śmierci! A ona przecież przyrzekła mu pomoc. Musi tam wejść! Znowu położyła dłoń na klamce...
-Pani...- gwałtownie odskoczyła od drzwi, prawie wpadając na stojącego za nią sługę- Pani my... zamknęliśmy pana na klucz...- patrzyła na gnoma próbując wyrównać oddech. Blazanar widząc jej pytające spojrzenie, pospiesznie wyjął z kieszeni duży, mosiężny klucz i podał jej go.
-Baliśmy się, że wyjdzie stamtąd... chciał to zrobić...chciał cię sprowadzić tutaj, pani... dlatego po ciebie posłaliśmy.
Wzięła od niego klucz i nadal z wyraźnym wahaniem odwróciła się do drzwi.
-Może lepiej poczekać, aż mu przejdzie, pani? Ale jego słowa zagłuszyła nowa salwa wrzasków i huku roztrzaskiwanego krzesła zza drzwi. Młodziutka kobieta, z troską na twarzy, zaprzeczyła tylko głową i pospiesznie, ruchem dłoni, odprawiła Blazanara. Sama zaś włożyła klucz do drzwi i ostrożnie go przekręciła. Potem, walcząc jeszcze chwilę z chęcią posłuchania rady sługi, przekręciła klamkę. Hałas w pokoju nagle ucichł. Znów poczuła, że krew zaczyna jej szybciej płynąć. Zamek w drzwiach szczęknął. Nadal cisza... Pchnęła leciutko drzwi i ostrożnie weszła do pokoju.
Duże pomieszczenie zagracone było połamanymi meblami, potłuczonymi wazami i innymi śmieciami. Rozejrzała się ostrożnie, ale nigdzie go nie widziała. Wiedziała, że był tancerzem cienia i teraz, w tym pokoju, mógł być wszędzie. Serce zaczęło jej niebezpiecznie szybko bić. Dlaczego się ukrywa? Dlaczego nie chce wyjść? Przecież na pewno ją widzi... Nagle zdała sobie sprawę, że zostawiła klucz w zamku... Czy to możliwe, że... Odwróciła się gwałtownie, ale było już za późno. Stał przed nią, oparty plecami o zamknięte drzwi. ostentacyjnie przekręcił klucz w zamku i schował go do kieszeni. Podszedł parę kroków, a ona nie była w stanie nawet drgnąć. Stał przed nią wysoki i silny. W jego srebrnych oczach teraz było widać przerażający chłód nieporuszonej stali. Poczuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Wiedziała, że to spojrzenie może wróżyć jedynie najczarniejszy scenariusz. Śmiało wyciągnął dłoń i przesunął nią po jej policzku.
-Dlaczego nie było cię tak długo?- jego głos był ciepły i aksamitny- Miałaś wyjechać tylko na kilka dni, a nie było cię ponad dwa tygodnie... Czuła, że zaraz zemdleje ze strachu. Ze strach przed jego siłą i okrucieństwem, którymi nieuchronnie zaatakuje ją z całą mocą. Jego dłoń zgięła się lekko i teraz przejechał poduszeczkami palców po jej ustach. Potem podparł na nich jej brodę próbując podnieść jej twarz i skierować jej wzrok na niego. W momencie, gdy tylko spojrzała mu w oczy, szarpnął dłonią niżej, złapał ją za krtań i poderwał do góry. Pchnął ją na drzwi z taką siłą, że płuca odbiły się jej z przodu o żebra.
-Zadałem ci proste pytanie! Dlaczego zawsze milczysz?! Jego palce coraz mocniej wbijały się w jej szyję. Czuła, że zaczyna brakować jej oddechu. Albo ją udusi, albo złamie jej kark. Zaczęły spływać jej po twarzy łzy bezsilności i niemego błagania o litość. Serce biło coraz szybciej i coraz boleśniej. Ten ból stawał się coraz bardziej niebezpieczny i coraz głębszy. Chciała złapać się za pierś żeby choć spróbować złagodzić narastający ból, ale nie była w stanie nawet unieść dłoni.
-Przyrzekłaś, że mi pomożesz! Zapomniałaś już?! Czy po prosty chciałaś uciec?!- próbowała zaprzeczyć, ale nie mogła nawet ruszyć głową- Masz mnie dość?! Jestem dla ciebie ciężarem?!- wściekłość nie pozwalała mu krzyczeć dalej...
-...chyba będę musiał cię ukarać... raz... a dobrze...- powiedział niemalże szeptem, a jego słowa przeszyły jej skroń, sprawiając ogromny ból. Powoli i z dużym trudem wyciągnęła w kierunku jego twarzy dłoń...
strony: [1] [2] [3] |
komentarz[10] | |
|
|
|
|
|
© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Kerm
Engine by Khazis Khull based on jPortal
|
|
|